Od zera do bohatera, czyli jak podejście projektowe wspomaga osiąganie celów sportowych?

Dziś opowiem Ci pewną historię, która wydarzyła się 4 lata temu. Dotyczy ona moich prywatnych celów a nie firmowych osiągnięć. Niemniej jednak nie wydarzyłaby się ona, gdyby nie eksperymentowanie i szlifowanie kompetencji, których używałam stricte w pracy – zarządzania projektowego.

Historia jest związana z moimi przygodami sportowymi. Być może już wiesz, iż jestem beznadziejnie zakochana w biegach górskich.

W chwili obecnej nie ćwiczę i nie biegam już tak dużo jak kiedyś, ale ten czas, kiedy treningi wyznaczały rytm mojego życia wspominam z niesamowitym sentymentem.

Moim głównym celem jest pokazanie: 

  • obecności zarządzania projektowego w codziennym życiu każdego z nas jak i przydatności tego narzędzia w realizacji planów w każdym obszarze: zawodowym, sportowym, prywatnym, rodzinnym.
  • jak podeszłam do tego ja, na przykładzie jednego, jak zdawało mi się wtedy, całkowicie szalonego celu

Zanim zaczął mi kiełkować pomysł zmierzenia się z dłuższym dystansem biegowym, truchtałam sobie już od jakiegoś roku, ale bez jakiegoś szczególnego planu. W międzyczasie koleżanka namówiła mnie na bieg na 10 km i wtedy złapałam bakcyla rywalizacji a bardziej zmagania się z własnymi ograniczeniami.

Ale wpadłam całkowicie jak pobiegłam pierwszy dystans w terenie – od tego czasu wiedziałam, iż asfalt spadł na dalekie miejsce. Kontakt z przyrodą, piękne okolice, nieprzewidywalna pogoda i podłoże – to było to!!!

Ze względów oczywistych podpatrywałam innych biegaczy, powoli orientowałam się jakie biegi górskie są dostępne, jaki sprzęt jest konieczny, a jaki mi odpowiada. I myślałam sobie – jak to możliwe, żeby biec kilkadziesiąt kilometrów w górach i to przetrwać? I czego oni się tak cieszą lub płaczą na końcu?

I zapragnęłam i ja.

Tak, zapragnęłam zmierzyć się z dystansem ultramaratońskim w górach, ale zupełnie nie wiedziałam jak do tego podejść. Nie chciałam skończyć jak „marcowi maratończycy” – w styczniu podrywają się z kanapy, w marcu stają na starcie na 42 km a przez resztę roku leczą kontuzje bo ich organizm nie był gotowy na taki „zryw”.

Toteż stwierdziłam – trzeba to jakoś sensownie zapanować i zrealizować. Ale, że o przygotowaniach do długiego dystansu nie wiedziałam nic, poprosiłam zatem o pomoc fachowca.

INICJATYWA W FAZIE POMYSŁU 

Cel

Cel jaki sobie wyznaczyłam to Ultramaraton Bieszczadzki, który już od dobrych kilku lat odbywa się w cudnej scenerii Biesów. Założeniem było przebiegnięcie tego dystansu (52 km) w limicie czasowym bez złapania przetrenowania w czasie przygotowań. To ostatnie było szczególnie istotne, gdyż nie zależało mi na „żyłowaniu” czasu, ale na samym zmierzeniu się z dystansem. Aby wiedzieć czy te założenia są realne, poprosiłam o poradę eksperta.

Menadżer Projektu 

Kamil Grudzień,  stał się, nieświadomie trochę, menadżerem mojego projektu jak też ekspertem merytorycznym w mojej podróży po marzenia.  Co to oznacza? Organizował i ogarniał moje plany treningowe z pełnym przygotowaniem zawodowym do tego. On sam jest biegaczem górskim z bardzo ambitnym dorobkiem, trenerem innych szaleńców oraz fizjoterapeutą.  Co wyczynia ten człowiek  możesz sprawdzić tutaj .

Fot. Zbiór własny. Trener drugi z prawej.

Spotkałam się już z nim wcześniej przy lekkiej kontuzji kolana– to, że jest specyficzną osobowością wiedziałam od początku. Ale wbrew pozorom, jego surowość i introwertyczna natura się sprawdziła. Nie potrzebowałam nieustannego klepania mnie po plecach, ale racjonalnego podejścia do planu i poprowadzenia mnie do celu.

Planował, wspierał w odpowiadający mi sposób (bez wyskakiwania mi z lodówki) i leczył (o tym później).

Kamil patrząc na moje ówczesne możliwości jak i cel orzekł, że cel jest SMART’ny 😊 no i dam radę.

S- sprecific – konkretny

M – measurable – mierzalny

A – achievable – osiągalny

R – relevant – odpowiadający/wpisujący się w Twoje ogólne cele życiow/biznesowe (szersza perspektywa)

T – timebound – ujęty w czasie

Dlaczego o tym piszę? Bo niezależnie od nowatorskich trendów nadal uważam, że te obecność tych pięciu, prostych słów określa jących Twój cel, dużo mówi o tym, czy Ci się powiedzie.

Plan ramowy i tzw. kamienie milowe (planowanie na poziomie ogółu)

Planowanie zaczęliśmy od ogółu, czyli tzw. kamieni milowych. W przypadku planu sportowego było to starty testowe w wyścigach górskich, treningi z dużym obciążeniami itp.

Takie kamienie milowe były co 6-8 tygodni i były nimi m.in.: start w biegu Chyża Durbaszka , szybka piątka w Lublinie, trening na trasie Biegu Granią Tatr, długie wybieganie w ekstremalnych warunkach (upał), Bieg Szlak Trafi itp.

Służyły one temu, aby zobaczyć realny progres jak też sprawdzić reakcję organizmu.

 Komunikacja

Jestem zwolennikiem używania najprostszych rozwiązań spełniających dane funkcje. Toteż komunikację dostosowaliśmy do potrzeb, ale z zachowaniem maksymalnej prostoty. I były to :

  • Google drive – gdzie znajdowała się moja tygodniówka (przeczytasz o niej w paragrafie poniżej), plan treningowy od Kamila (również poniżej) oraz moje raporty z wykonania planu (patrz: paragraf MONITORING).
  • Messenger – służący przekazywaniu innych informacji typu: nagłe zmiany planów (życie 😊), motywacji , zaproszenia na uczestnictwo we wspólnych inicjatywach sportowych, które urozmaicały plan ( np. zabawa w triatlon) .
  • Kontakt face -to -face – w przypadku koniecznym jakim okazała się np. rehabilitacja.

Nic poza tym nie było nam potrzebne.

 

Fot. Zbiory własne. Ambitne dyskusje z trenerem. Wystarczyły. Czasami jedno zdanie załatwia wszystko.

PLANOWANIE SZCZEGÓŁOWE 

Zasoby i ich dostępność

Aby plan mógł być realizowany musisz wiedzieć co masz do dyspozycji i co Ci jeszcze jest potrzebne. Zasoby  w naszym wypadku były dwojakiego rodzaju – osobowe i rzeczowe.

Osobowym byłam ja – żeby Kamil mógł cokolwiek zaplanować i mi pomóc, musiał wiedzieć po trosze jak wygląda organizacja mojego życia i możliwości treningowe.

Realnie orzekłam, że dam radę trenować 4-5 razy w tygodniu. Problemem zdawał się tylko rodzaj treningu. Dlaczego? W tamtym czasie bardzo dużo podróżowałam – oprócz poruszania się między moim rodzinnym miastem (Lublinem) a miejscem, gdzie była siedziba mojego pracodawcy (Kraków), dokładały się do tego inne podróże służbowe po Europie. Co to powodowało? Że nie zawsze każdy trening był możliwy, bo zwyczajnie nie miałam dostępu do sprzętu na życzenie.

Ale co na to ekspert?

Nie ma rzeczy niemożliwych, wypracowaliśmy kompromis. Co tydzień wysyłałam Kamilowi plan tygodnia- czyli w jaki dzień mogę trenować-  i jaki trening jest dla mnie osiągalny- czyli jakie mam warunki.

Wyglądało to tak (moja tygodniówka):

To było bazą do planowania dla Menadżera Projektu.

Zasoby rzeczowe stanowił sprzęt. Abym ja mogła dany trening zrobić a Kamil to sprawdzić (o tym będzie więcej w paragrafie Monitorowanie), potrzebny był przede wszystkim porządny zegarek sportowy. Dodatkowo jako minimum były też dobre buty do biegania w terenie oraz plecak biegowy. I co tu chcę zaznaczyć?

Nie zawsze pierwszy wybór będzie najlepszy – to dotyczy sprzętu do realizacji jakiegokolwiek Twojego przedsięwzięcia. Jest normalnym, że nawet jak coś jest uważane za najlepsze u Ciebie może się nie sprawdzić. I tak też było u mnie – przez kolejne miesiące testowałam różne buty, plecaki, koszulki a nawet skarpety (wierz mi, obcierający szew  staje się koszmarem, jeśli biegniesz więcej niż 5 km).

Druga sprawa – nie wprowadzaj nowego rozwiązania/ sprzętu przy wielkim wydarzeniu. Zrób wcześniej test w bezpiecznych warunkach. Startowanie w zawodach w nowych butach nierzadko kończy się obtarciem do krwi.

Plan treningowy

Plan, nad którym pracował Kamil bazował na dwóch rzeczach:

  • Finalnym celu do osiągnięcia
  • Tygodniowych możliwościach zasobów (czyli moich)

Na podstawie mojego planu tygodnia, Kamil przygotowywał szczegółowy plan treningowy. I wyglądało to tak:

System bazujący na: ustaleniu celu oraz wykorzystania zasobów wg ich dostępności okazał się kluczowy. Gdyby Kamil nie miał wglądu w mój tydzień okazałoby się, że część treningów byłaby niewykonalna i cel nie zostałby doniesiony. 

 

REALIZACJA 

Jest i plan, była i realizacja 😊 Planowanie szczegółowe, jak widzisz, odbywało się w systemie tzw. elastycznym (w nomenklaturze projektowej zwane zwinnym). Biorąc pod uwagę nieprzewidywalność moich planów w dłuższym okresie, tygodniowe planowanie było jak najbardziej optymalne. Zapewnilo ono posuwanie się do przodu z kondycją i siłą potrzebną do osiągnięcia celu przy jednoczesnym uwzględnieniu pewnych ograniczeń.

Jakie były KLUCZOWE ZALETY PLANU?

 

  • Nie zastanawiałam się w ogóle w ciągu tygodnia co mam robić – miałam wyznaczony konkretny trening, dostosowany do moich możliwości i jednym dylematem było co dziś na siebie założę w zależności od pogody. Jest to niedoceniana zaleta planowania – zdejmuje ona z Ciebie codzienne dylematy i rozterki. Nie móżdżysz godzinami co masz zrobić, aby za parę miesięcy znaleźć się tam gdzie sobie wymarzyłaś/-eś. Po prostu realizujesz małe kroki. I tyle.
  • Mimo, że skupiałam się na tych małych krokach, to właśnie one przybliżały mnie do celu .
  • Byłam spokojna i nie miałam wrażenia ścigania się z czasem

Realizowałam wyznaczone przez Kamila treningi, informowałam go przez wyznaczony kanał (google drive) o wynikach lub też jeśli czegoś nie udało mi się zrealizować. Wyglądało to tak:

Przez to, że uzgodniliśmy jaki sprzęt jest potrzebny nam do pracy (zegarek) , Kamil mógł spokojnie podglądać jak wykonałam trening, śledząc moje linki na serwerze Garmina.

MONITOROWANIE I KONTROLA 

Słyszałaś/-eś może, że dobrze zaplanowany projekt jest jak samonapędzająca się lokomotywa?

Szczerze? To jedna z flagowych bzdur.

Projekt to „żyjący” twór, podający się zawieruchom, wpływom innych czy też przypadków losowych więc jeśli nie monitorujemy co się z nim dzieje, to łatwo może się wykoleić.

Kamil co tydzień w powyższych plikach w google monitorował, jak mi idzie, czy plan z poprzedniego tygodnia został zrealizowany oraz co należy skorygować.

Zdarzyło się, iż dostałam wpierdziel:

lub też trzeba było modyfikować treningi, bo w poprzednim tygodniu wydarzyło się coś nieprzewidzianego (np. nie udało mi się zrealizować całości planu)

To dzięki trzymaniu ręki na pulsie mogliśmy nadal posuwać się w kierunku celu przy jednoczesnym reagowaniu na pojawiające się okoliczności co okazało się kluczowe, jeśli weźmiesz pod uwagę sytuację z kolejnego paragrafu.

RYZYKO

W uproszczonym rozumieniu zarządzanie ryzykiem polega na tym by:

  • minimalizować niebezpieczeństwa zagrażające realizacji celu
  • jeśli już te niebezpieczeństwa/zdarzenia wystąpią minimalizować ich skutki
  • jak też znaleźć inny sposób osiągnięcia celu, jeśli wcześniej obrany jest już niemożliwy

Jednym z sennych koszmarów sportowca są kontuzje. To one mogą zmienić całkowicie plany lub zniweczyć wielomiesięczne przygotowania.

Oczywiście minimalizowaliśmy ryzyko poprzez zrównoważony trening, odpowiedni sprzęt, natomiast zdarzeń losowych niestety nie da się uniknąć.

No i stało się – na jednej z wycieczek biegowych w Tatrach zbiegając z góry, w dość „zagęszczonym” kamieniami i korzeniami terenie, moje nogi się poddały.  Zaczepiłam właśnie o korzeń i runęłam jak długa.

Pierwszą rzeczą, którą sprawdziłam było to, czy mam wszystkie zęby – „Z resztą jakoś sobie poradzę” – pomyślałam. Ręka mi się obiła okrutnie, ale najgorzej wyglądało kolano – dosłownie jak kotlet mielony.  Nie pozostało mi nic innego jak zebrać się i sprowadzić jakoś na dół. Nie będę tu dodawać reszty szczegółów, bo chodzi o meritum – skończyło się ręką w gipsie i kolanem, które przez kilka dni nie nadawało się do niczego.

No i co z tym zrobić? Ultras za 6 tygodni a ja tu z gipsem i bandażami.

I tu uwidaczniają się znowu uwidaczniają się kolejne narzędzia z projektów: monitorowanie planu i reagowanie na pojawiające się okoliczności jak tez rola ekspertów merytorycznych –one wszystkie pozwalają na znalezienie alternatywnych rozwiązań.

Plany zawsze są ograniczone przez 3 wymiary: czas, zasoby, jakość (wyjaśniałam to w tym filmie)  . Sztuką jest żonglowanie tymi obszarami, aby osiągnąć cel.  Co więc zostało do wykorzystania?

Daty biegu nie mogliśmy zmienić, zasobów również nie (no nikt za mnie nie pobiegnie). Mogliśmy manewrować tylko JAKOŚCIĄ – co w tym wypadku oznaczało zgodę na to, że będę mniej przygotowana, będę biegła asekuracyjnie (żeby jeszcze czegoś nie złamać), a skończy się to gorszym wynikiem.  Na konkretnym wyniku mi nie zależało, celem było wystartować i ukończyć w limicie.

Kamil użył swej wiedzy i doświadczenia i zaproponował mi trening alternatywny na czas „zagipsowania” – rowerek stacjonarny i bieżnię na siłowni. I zadziało się – trenowałam, jak rozpisał choć miny innych na siłowni były bezcenne 😊 Ale formę cały czas trzymałam.

I tak dotarłam do zdjęcia gipsu, gdzie ekspert merytoryczny znowu wkroczył do akcji – pod „rękami” Kamila udało się ramię rozruszać tak, aby współpracowało.

ZAKOŃCZENIE

I nadszedł ten dzień – 10 pazdziernika, 7.00 rano. Stoję na linii startu i wiem, że skończę za około 8 godzin. 52 kilometry w górę i w dół, po błocie, śniegu i innych atrakcjach. Dla mnie nadal niewyobrażalne. I mija te 8 godzin – to, co w ciągu nich, to już inna historia, na inny artykuł.

Pojawiam się na mecie, gdzie z medalem wita mnie wspaniała Tereska – biegacz i wolontariusz na wielu zawodach. I co?

I rozglądam się, widzę kilka znajomych twarzy i zdaję sobie sprawę, że ……. udało mi się !!!!! Udało się! Byłam na takim haju, że po biegu wskoczyłam jeszcze w samochód i dojechałam z powrotem do Krakowa :-).

Wiem co czują ludzie wcielający swoje marzenia w życie, szczególnie takie własne, osobiste.  Zwłaszcza, jeśli chwila zwycięstwa trwa 10 minut, a przygotowania 10 miesięcy lub więcej.

I wiem też, że takie „projekty „nie dzieją się same. Wymagają:

  • określenia celu jak też po co jest Ci on potrzebny
  • planowania dopasowanego do specyfiki tematu
  • pomocy i wsparcia innych
  • komunikacji i współpracy
  • monitorowania i reagowania na zaistniałe sytuacje
  • głowy nastawionej na cel i pozytywnych myśli

To ostatnie okazało się szczególnie ważne, gdyż fizyczne zmęczenie potrafi dopaść w każdej chwili – to „głowa” i jasno określony cel ciągnie Cię dalej do celu. Wierz mi – GŁOWA RZĄDZI!

I ostatni element:

WNIOSKI

Wyciąganie wniosków jest jednym z często pomijanych etapów projektów i przedsięwzięć.  A warto poświęcić na to choć 10 minut.

Ja już wiedziałam, że rachunek trzeba zrobić, bo przez kilka dni od momentu ukończenia biegu kołatało mi to w myślach.

Cel osiągnięty – dobiegłam, przetrenowania nie było. I co dalej?

Wiele osób decyduje się kontynuować drogę w celu większych wyzwań. I mi się tak zachciało przez chwilę. Ale przejrzałam poprzednie 7 miesięcy i już byłam mądrzejsza o:

  • Świadomość, iż mając taki styl życia jak miałam wtedy, musiałam dopasować wszelkie aktywności poza-pracowe pod bieganie
  • Rzucenie się na dłuższe dystanse będzie oznaczać jeszcze większe objętości treningowe (czyli czas jaki poświęcasz na przygotowania) . A już przy obecnych skrzypiało …….

Dlatego też powiedziałam – NIE.

Będę trenować, biegać, ale nie na długich dystansach. Przy ówczesnym stylu pracy i obłożeniu podróżami spowodowałoby to, iż nie miałabym czasu na nic innego.  A tego nie chciałam. Nadal ważny był i jest dla mnie ruch i ogólno pojęta aktywność fizyczna. Bawi mnie to i daje dużo, dużo satysfakcji.

Wiem też jednakowoż, że chcę też mieć miejsce na inne plany i pomysły.

Warto więc przysiąść do takiej refleksji i zapytać się siebie samego – Czego chcesz? Czy nadal tego chcesz? Czy to jest dla Ciebie ważne i dobre? I dlaczego?

Ten artykuł dedykuje szczególnie tym, którzy zastanawiają się jakie miejsce w życiu „przeciętnego” człowieka ma projektowe podejście do zadań i celów i w czym może im się przydać.

Duże jak i małe rzeczy nie dzieją się same – gdzieś musi być ta iskierka, a potem utrzymujące ogień paliwo. To zbiór konkretnych decyzji, działań, upadków, sukcesów, prób, które finalnie gdzieś nas prowadzą.

Projektowe podejście to ułatwia. Precyzuje, porządkuje, układa, systematyzuje. Usprawnia działania, likwiduje bezcelową bieganinę bez ładu i składu. Sprawia, że nie działasz w totalnym chaosie, z którego tylko chcesz uciec.

Zamiast tego dostajesz poczucie spokoju i podążania po dobrej ścieżce w obranym kierunku.

Zarządzanie projektowe to nie korpo- ściema, ale „żywe” narzędzie do osiągania celów w niezliczonej ilości obszarów w naszym życiu. Ten jeden, wybrany przypadek przedstawiłam Ci w tym artykule.

I co? Przekonałam Cię czy nie?

Może zainteresować Cię również

Trójkąt ograniczeń projektowych – czyli jak umiejętnie zarządzać zadaniami, aby nie zginąć pod ich ciężarem.

Trójkąt ograniczeń projektowych – czyli jak umiejętnie zarządzać zadaniami, aby nie zginąć pod ich ciężarem.

Projektowy Expres to moje spotkania oko-w-oko z członkami grupy Zarządzam Projektami bez Zadyszki. Nagranie później wędruje tu na bloga.
Znajdziesz tu porcję wiedzy z obszaru ogarniania projektów oraz nowości w Projektach bez Zadyszki, ale w nieco mniej formalnym wydaniu.
Także spuść powietrze i przygotuj się na spojrzenie na zarządzanie projektowe z przymrużonym okiem. Na żywo jestem w grupie na FB a jeśli facebook to Twój wróg – zapraszam po czerwonym dywanie na tą stronę.Dziś tematem przewodnim:
TRÓJKĄT OGRANICZEŃ PROJEKTOWYCH CZYLI JAK OGARNĄĆ OCZEKIWANIA I NIE DAĆ SIĘ ZAWALIĆ ZADANIAMI
Przykłady dziś rządzą 😊

Podstawowe pojęcia projektowe – czyli nie siedź jak na tureckim kazaniu.

Podstawowe pojęcia projektowe – czyli nie siedź jak na tureckim kazaniu.

Projektowy Expres to moje spotkania oko-w-oko z członkami grupy Zarządzam Projektami bez Zadyszki. Nagranie później wędruje tu na bloga.
Znajdziesz tu porcję wiedzy z obszaru ogarniania projektów oraz nowości w Projektach bez Zadyszki, ale w nieco mniej formalnym wydaniu.
Także spuść powietrze i przygotuj się na spojrzenie na zarządzanie projektowe z przymrużonym okiem. Na żywo jestem w grupie na FB a jeśli facebook to Twój wróg – zapraszam po czerwonym dywanie właśnie tutaj.
27.09.2018 tematem przewodnim było
PODSTAWOWE SŁOWNICTWO PROJEKTOWE NA PRZYKŁADACH.

WITAJ NA MOIM BLOGU

Ania Projekty bez zadyszki

Nazywam się Ania . Pomagam zacząć i kontynuować przygodę z zarządzaniem projektami . Niezależnie czy jesteś na etacie czy pracujesz u siebie.

Wyjaśniam zawiłości projektowe prostym językiem.

Udowadniam, że projekty nie muszą być nudne i trudne.

A wyciśnięte jak cytryna pomagają w codziennym życiu.

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA

PRODUKTY

Program grupowy: TWÓJ PIERWSZY PROJEKT

Konsultacje indywidualne

Darmowy kurs: Czy Project Management jest dla Ciebie?

Facebook

Podziel się postem